Przemijanie.

Pierwszy raz od dwóch lat mam nadmiar wolnego czasu. I chociaż w codziennym zabieganiu i życiu w ciągłym niedoczasie nie raz marzyłam, marudziłam i tęskniłam za wolną chwilą, gdy już ja mam nie wiem co ze sobą zrobić.

Wstałam, zjadłam śniadanie, ogarnęłam swój wygląd poszłam na krótki spacer pozbierać to co najbardziej kocham jesienią – lśniące brązowe kasztany. Wróciłam zrobiłam sobie kawę i jedyne co chciałam zrobić to usiąść i coś napisać.

Chęć pisania prześladuje mnie od zawsze, chociaż w wieku 30 lat uważam prowadzenie dziennika, pamiętnika czy też mojej wersji – Bezradnika za infantylizm i dlatego często o tym myślę ale bardzo rzadko przelewam swoje myśli w słowa.

Niemniej. Znalazłam się nagle w takiej sytuacji która zmusiła mnie do pewnych przemyśleń. Dość banalnych jak zwykle, nachodzących każdego w pewnym momencie życia. Mowa o przemijaniu. I tym razem takim biologicznym.

Nie wspomniałam jeszcze o tym że jestem teraz w szpitalu. Stąd też ten bezmiar wolnego czasu. Nagle i niespodziewanie choć w mało spektakularny sposób straciłam częściowo słuch. Jak to piszę czy też komuś o tym mówię to brzmi to dość przerażająco. W sumie sprawa jest poważna. Ja jednak jak na życiową hipochondryczkę przyjęłam tą sytuację dość spokojnie. Myślę że fluoksetyna plus roczne niewyspanie stępiły mi zmysły na dobre :P. Niemniej w tej sytuacji moje opanowanie się przydało. Po siedmiu godzinach lawirowania między różnymi lekarzami trafiłam na oddział docelowy. Słuch faktycznie częściowo straciłam, nikt jednak nie wie dlaczego, bo wszystkie badania są w normie. Dobrze że chociaż schematyczne leczenie jakie jest zalecane w takich przypadkach pomaga. Jest lepiej ale do pełnego odzyskania słuchu jeszcze daleko. I nie wiadomo czy w ogóle jest to możliwe. Mam 50% szansy że wszystko wróci do normy. I na wszelki wypadek trzeba sobie w głowie wszystko poukładać na nowo, gdyby jednak nie wyszło. I tak właśnie zaczęły się moje przemyślenia o przemijaniu…

30 lat. Dużo i mało. Niby jeszcze stara nie jestem, ale też do młodych nie należę. Jestem w idealnym środeczku. Mam męża, pracę i ukochane dziecko. Niby szczyt możliwości zawodowych i rozwojowych. Jednak coś się już psuje. Psuje się zdrowie. Mix genetyczny, niezależny ode mnie spadek pewnych cech i chorób zapisanych w moich genach daje o sobie znać. Plus oczywiście nawyki żywieniowe, styl życia i takie tam zależne (przynajmniej częściowo) ode mnie czynniki. Wszystko razem składa się na sytuację w której się znalazłam.

Trochę przerażający jest fakt że nagle coś tak diametralnie może się zmienić. Chyba mój spokój wynika z faktu że ja jednak słyszę, tylko niewyraźnie. Nie mniej mogę słuchać muzyki, oglądać filmy i rozmawiać z ludźmi. I taka komunikacja nie jest bardzo zachwiana. Myślę jednak że gdyby to była nagła i całkowita utrata słuchu żadne  zmęczenie, piksy i medytacje nie opanowały by mojej paniki. Przeraża mnie wizja nagłego życia w całkowitej ciszy. Dlatego też mimo ogólnego opanowania trochę się martwię. Martwię się tym że nie znana jest przyczyna mojego stanu, a co za tym idzie nie wiadomo jak „moja historia” może potoczyć się dalej. To mi nie daje spokoju. Ten brak wiedzy i brak prognoz. Osoba która lubi panować nas swoim życiem i zawsze ma plan A (i na wszelki wypadek także B i C) na każdą życiową sytuację nie lubi życia w niewiedzy.

Trzeba dbać o to co mamy. O osoby które kochamy, o dom, atmosferę w codziennych relacjach. Trzeba dbać, pielęgnować i doceniać. Jednak kiedy w tym wszystkim siebie stawiamy zawsze na szarym końcu, zapomnimy o sobie, swoich potrzebach także tych całkiem przyziemnych jak racjonalne odżywianie się, wysypianie konsekwencją może być zachwianie wszystkiego tego co jest wyżej i w naszej hierarchii jest ważniejsze.

Dlatego dobrze jest zrobić „przemeblowanie” swoich wartości życiowych i bez obaw o posądzenie o egoizm siebie i swoje potrzeby umieścić bardzo wysoko. I trzymać się teorii że jak z nami jest dobrze to wszystkim wokół też będzie lepiej.

Opublikowano Bez kategorii | Skomentuj

Słowa.

„Wydarzenie” jako takie wyblakło. Stało się tylko wspomnieniem miło spędzonego czasu. Jednak to co powiedział Prowadzący eR. wraca do mnie co jakiś czas. Było to w moim (i dla mnie) skromnym mniemaniu coś nowego, ważnego i interesującego. Coś o czym warto pomyśleć (nawet kilkakrotnie) i zapisać aby nie zapomnieć. Chociaż pozornie wydaje się że wszyscy o tym doskonale wiemy.

Więc o czym tak intrygującym powiedział Rodzynek?

O ważnych słowach. Najważniejszych. Najbardziej pożądanych przez kobiety i przez mężczyzn.  Jakie więc są te słowa? Co tak na prawdę chce usłyszeć kobieta od swojego mężczyzny i na odwrót? I czy ma to potwierdzenie w rzeczywistości?

Podobno kobiety najbardziej czekają na słowa „Kocham Cię”. Dość banalne i przewidywalne, ale czy rozczarowujące? Kobiety żyją emocjami w czym pomagają (lub też przeszkadzają) nam hormony. Uczucia odgrywają bardzo ważną rolę w życiu każdej kobiety. Poddajemy się im z różnymi tego skutkami. Raz jesteśmy uważane za boginie innym razem na wariatki, a z pewnością za istoty nieprzewidywalne. Czy to jednak te słowa na które tak czekamy? Być może nie doceniam ich ponieważ jestem od lat „szczęśliwą posiadaczką” ustabilizowanej sytuacji uczuciowej. Być może dla mnie to oczywista oczywistość i czekam na inne? ;) Tak, tak wiem, gromy spadną na mnie z nieba…

A co z facetami? Panowie z utęsknieniem wyczekują na słowa „Jestem z Ciebie dumna”. Ach ten testosteron! W sumie to w obecnej sytuacji im się nie dziwie. Ja też wolałabym usłyszeć właśnie to. Podobno miłość jako taka, dla mężczyzny jest trochę abstrakcyjna. Te wszystkie uczucia, mizianie, tulenie, czułe gesty, splecione dłonie to nie ich świat. To nie znaczy że nie kochają. Kochają ale zupełnie inaczej. I zdecydowanie nie muszą o tym mówić.  Za to docenienie ich pracy, powiedzenie o tym jacy są wspaniali, inteligentni, przezabawni i przystojni. Tak to jest zdecydowanie mile widziane ;). Któż nie lubi mile połechtanego ego. Czułego utulenia umysłu, mentalnego komplementu. Ja sama wolałabym aby ktoś powiedział mi „Jestem z Ciebie dumny. Jesteś taka mądra.” niż „Kocham Cię. Jesteś taka piękna.”

I o czym to wszystko świadczy?

Opublikowano Bez kategorii | Skomentuj

Porządki.

Rozpoczęłam porządki, bo wiadomo wiosna ;P. Wyrzucam bez opamiętania wszystkie zapychacze czasu mego cennego ;P. Na początek poleciały subskrypcje YouTube i Lajkowania na FB. Na śmietniku wylądowała fachowa prasa kobieca. Podczas zasmarkanego tygodnia zdążyłam naoglądać się na zapas seriali wszelakich ;P  I tak z otwartym umysłem i mnóstwem wolnego czasu mogę skupić się na sprawach bardziej istotnych. Choćby na pisaniu właśnie. Wyrzucić z siebie te wszystkie nagromadzone myśli. Zrobić użytek z Nieporadnika i zrobić z niego Spiżarkę Myśli :)

Ze względów praktycznych muszę nauczyć się tagowania wpisów, ale to raczej nie powinien być problem nawet dla takiej internetowej babci jak ja ;P. Muszę koniecznie stworzyć miejsce gdzie będę opisywać buble jakie niestety zdarzyło mi się kupić w przeszłości, abym pamiętała jakie rzeczy omijać szerokim łukiem na sklepowych półkach. Mnóstwo tego jest w internecie, ale ja potrzebuje tego na swój prywatny użytek żebym nie musiała się rozczarowywać nigdy więcej, bo wstyd nawet oddać komuś takiego bubla ;P. Dzielić się trzeba tym co najlepsze :).

Tak więc wiosna, wiosna. Ja nadal zasmarkana, pies z zaślinioną mordką, ale mimo wszystko jakoś tak pozytywnie. To pewnie po części zasługa niesamowitej ilości przespanego czasu. Kocham spanie! Kocham je za sny! I tylko dlatego ;P, bo ogólnie to trochę strata czasu, jak seriale tasiemce ;P.

Teaser No1: o tym co ciekawego powiedział prowadzący Rodzynek podczas „Wydarzenia”.

Opublikowano Bez kategorii | Skomentuj

Wydarzenie.

Tytuł mojej notatki jest jak zawsze krótki więc inteligenty serwis blogowy podpowiedział mi że oczywiście notatka owa nie będzie „poczytna”. Żal mnie ściska i łzy napływają do oczętów z tegoż powodu ;).

Od wczoraj aż mnie paluchy świerzbią, bo chce napisać o tym co mi w głowie siedzi. Muszę koniecznie się uspokoić bo nic z tego nie wyjdzie ;).

Otóż…

Byłam wczoraj na bardzo fajnym wydarzeniu, potocznie nazywanym eventem ;P (ah! ten wszech obecnie wkradający się angielski). Dzięki uprzejmości Koleżanki Którą Znam Całe Życie mogłam uczestniczyć w szkoleniu marki Vichy. Dla stałych bywalczyń takich spotkań nie było w tym nic rewelacyjnego. Taka tam pogadanka na której można dobrze zjeść i dostać jakiś fajny dermokosmetyk. Powiem szczerze, momentami wydawało mi się że jedynie w tym celu przyszła znakomita większość osób. Dla mnie było to wydarzenie dnia i totalna nowość, byłam więc oczarowana (jednak mieszkanie w Warszawie niesie ze sobą jakieś korzyści, a nie tylko zgiełk i hałas). Na wstępie spodobał mi się budynek,a właściwie wnętrze w którym wszystko się odbywało. Utrzymane w industrialnym, surowym klimacie. Nie było jednak w żadnym stopniu onieśmielająco ekskluzywne, chociaż marki które mają tak swoje maluśkie butiki zdecydowanie takie były. Same szkolenie mogłabym określić jako typowy marketingowy branding. Nie za bardzo medycznie, raczej ogólnie. Bardziej o ideale piękna niż o poważnych problemach skóry. Niemniej zaskoczyły mnie nowe produkty. Przede wszystkim fakt że nie miałam o nich pojęciach (w przeciwieństwie do Mojej Koleżanki Którą Znam Całe Życie), a przecież pracowałam w aptece dość niedawno! i to na „zachodzie”! gdzie niby wszystkie nowinki są wprowadzane wcześniej!

Posłuchałam sobie mądrych słów na temat cery idealnej od Sędziwego Speca Od Dermatologii, o tym gdzie w kuchni można znaleźć i zjeść kwas hialuronowy od Znanego i Podziwianego Telewizyjnego Kucharza, oraz o tym jak to o siebie nie dbamy od Opalonego Trenera Personalnego Gwiazd i Gwiazdeczek. Poza tym było dwóch całkiem sympatycznych Znanych i Lubianych Prowadzących. Najbardziej jednak zaskakująca była dla mnie Dyrektor Marketingowa Vichy. Zaskakujący był jej wiek! (bądź niesamowicie szczęśliwy pakiet genów który odziedziczyła! a może to dobry Obstrzykiwacz Botoksowy ;P). Mniejsza o większe. Po prostu zaskakująco młoda, śliczna i inteligenta kobieta. Było też dobre jedzonko i na koniec to na co czekali wszyscy, a ja gapa o mały włos bym przegapiła – Prezenty! Pełnowartościowe produkty do przetestowania w zaciszu własnej łazienki i inne takie broszurki i gadżety.

I cóż z tego wszystkiego? Otóż …

Otarłam się tego dnia delikatnie, jednakowoż o tak zwaną „Warszawkę”. Modne miejsce, znani ludzie i wszystko to co ma się kojarzyć z luksusem. Do tego dąży nieustannie marka Vichy. Nie wiem tylko czy bardziej dąży do tego żeby kobieta czuła się luksusowo czy też aby marka była ekskluzywna, a więc skierowana do tej części osób z zasobnym portfelem. Na prawdę nie wiem. Niemniej tego dnia i ja poczułam się częścią tego świata, tak chwilowo i tak troszeczkę. I zaskoczyło mnie to! Poczułam się z tym dobrze, a wydawało mi się że nie dążę już do takiego stylu życia. A jednak! Nadal podobają mi się produkty ekskluzywne. Jest we mnie ciągle ta cząsteczka materialistki. Nadal lubię otaczać się pięknymi przedmiotami. Ale czy chciałabym na co dzień żyć w takim świecie? Jak szybko stało by się to nudne? A może bardziej męczące? Spacerując sobie w drodze powrotnej dużo o tym myślałam. I doszłam do wniosku że jednak nadal bardziej sobie cenię wieczór spędzony na tarasie wśród przyjaciół przy butelce dyskontowego wina niż wykwinty kawior na ekskluzywnym przyjęciu wśród wściekle wychudzonych współtowarzyszy. A zamiast na zakupy, o których myślałam zaraz po wyjściu ze szkolenia wybrałam się na długi spacer z psem. :)

Bliżej mi do 90% przeciętnie zarabiających ludzi, niż do 10% tych których mają większość pieniędzy tego świata. I mam tu na myśli mentalną bliskość i radość z drobnych rzeczy, wydarzeń i gestów.

 

Opublikowano Bez kategorii | Skomentuj

Wygoda.

Ależ frustrujące jest aktualnie szeroko pojęte blogowanie. Wygląda na to że teraz bardziej się pisze pod „publiczkę” niż kiedyś. W żadnym wypadku nie zależy mi na „poczytności” tego przybytku. Może jedynie na jego estetycznym wyglądzie dla własnych potrzeb, ponieważ to kawałek mojego życia z którym nie potrafię i nie chcę się rozstać. A te wszystkie unowocześnienia działają mi jedynie na nerwy.  Blogowo jestem staroświecką babcią i dobrze mi z tym.

Dlaczego piszę? Poniewaz takie mam widzimisię ;). Ponieważ mogę. Ponieważ mam czas i taką potrzebę. Cytując mój niegdysiejszy wpis:

„Powroty bywają trudne tak jak początki. Pocieszam sie tym że potem przychodzi wszystko łatwiej aż w koncu staje sie czystą przyjemnością :] – mówie o pisaniu.
Pisaniu które uwielbiam falami.
Gdy wydaje mi sie ze pisze całkiem sensownie nagle wszystko staje sie takie puste i bezprzekazu.
Wtedy zamaist pisać dużo czytam.
Czytam mądre słowa mądrych ludzi i zaczynają mi sie układac myśli. Mysli które chce przelać gdzieś, wiec pisze. :] I tak to juz jest :]”.

Ostatnio przeczytałam mnóstwo książeki, obejrzałam dziesiątki filmów, vlogów i seriali. Jestem tym wszystkim przesycona. Z lekkim przerażeniem dochodzę do wniosku że coraz trudniej o dobrą literaturę, film czy serial. A ja mam (co gorsze) tą niesamowicie w takich chwilach niewygodną cechę charakteru, która nie pozwola mi porzucić książki nieprzeczytanej, filmu nieobejrzanego do końca czy serialu z niedokończonym sezonem. I tak oto modne ostatnio trylogię tak literackie jak i filmowe, czy też przedłużające się bezsensownie sezony serialu „pożerały” mój czas. Okey, przyznać muszę mam go pod dostatkiem, ale uczucie że nienależycie efektywnie go wykorzsystuje narasta we mnie z każdym dniem. Zamiast tworzyć , odtwarzam. Zamiast myśleć daje się ponieść myślom innych. Czyż to nie jest wygodne? Aż za bardzo. Czy wciąga? Jak cholera. I gdyby nie te takie kiełkujące przeczucie że „nie tędy droga” została bym niechybnie idealnym bezmózgowym konsumentem poddającym się ogólnej manipulacji.

Boziu broń przed takim wygodnictwem ;).

Opublikowano Bez kategorii | Skomentuj

Beztroska?

Wyczekiwane wakacje. Upragniona Polska. Słońce, plaża, pogaduchy. Beztroska i odpoczynek? Pozornie tak jest.

Okazuje się jednak że wiele istotnych spraw zostało poruszonych podczas tego pobytu. Nie wszystkie rozwiązane, ale jednak. W głowie aż huczy od myśli. Główna – „Co dalej?”. Jedno jest pewne – Wracamy!  Nasza „banicja” ma już mniej więcej ustalony kres.

Miesiąc w Polsce. Od kiedy wyjechałam nie byłam tak długo w kraju. Znowu niebezpiecznie „zapuściłam korzonki”. Niebezpiecznie głęboko. Z każdym dniem scalają mnie z tym miejscem – moim miejscem na ziemi. Już nie pamiętam co tu było złego, frustrującego. Nie pamiętam powodu dla którego wyjechałam. Po prostu chcę tu być na co dzień.

I zrobię wszystko żeby był to szczęśliwy powrót.

Opublikowano Bez kategorii | Skomentuj

Coma.

Mam swoje sposoby na smutki. Jednym są książki J.L. Wiśniewskiego, drugim jest zdecydowanie i niezaprzeczalnie muzyka zespołu Coma, przede wszystkim płyta „Pierwsze wyjście z mroku”. Dlaczego? To proste. Słuchałam jej kiedy byłam w najgorszym stadium „depresyi”. W chwilach największej rozpaczy, beznadziei i niemocy właśnie tego słuchałam. Godzinami. Chłonęłam każde słowo. Wszystko tak idealnie opisywało moją sytuację.

Dzisiaj też tego słucham. Idealnie pasującym do dzisiejszego dnia utworem jest „Leszek Żukowski” i słowa ” muszę leczyć się na ból i strach”.

Po prostu muszę!

Opublikowano Bez kategorii | 1 komentarz

Poszukująca.

Zaczęłam znowu pisać i teraz gdy po mojej pięknej główce „pałęta się jakaś niepokojąca myśl” od razu chcę to przelać na papier, a właściwie po prostu opisać. Najgorsze jest że tych myśli pojawia się sporo. Te myśli pojawiają się najczęściej kiedy kładę się do łóżka. Te myśli są naprawdę niepokojące.  Na tyle niepokojące że nawet tutaj nie wiem czy je wszystkie opiszę.  Jeszcze troszkę z tym poczekam.

A teraz poszukuje inspiracji …  żeby moja bierność zmieniła się w aktywność.

Na razie – bez powodzenia.

Zostałam z tym wszystkim sama. I sama jestem sobie winna.

Choroba i zbyt dużo wolnego czasu zawsze działają na mnie przygnębiająco.

Tym razem też tak jest.

Trudno.

Opublikowano Bez kategorii | Skomentuj

Sny.

Ostatnie noce były dla mnie dość niespokojne. Nie to że miałam koszmary, to coś innego i chyba na dłuższą metę gorszego. Sny z przekazem podprogowym. Sny które się pamięta i które odnoszą się do rzeczywistości. Coś co gdzieś  niepokoiło, ale na na co dzień spychało się to w bezpieczne obszary podświadomości. Są to dwa problemy. Jeden dotyczy mnie, drugi mojej ‚lepszej połówki’.  Sny które pokazały mi jedne z naszych większych wad. Moją jest planowanie każdego aspektu swojego życia, co w konsekwencji prowadzi do totalnego zaniku spontaniczności i takiego ogólnego chillout’u. Powoli zamieniam się w jedną z  osób z których jeszcze kilka lat temu sama się śmiałam.”Kołek w tyłku” :P się umacnia i co tu dużo gadać – robię się nudna i przewidywalna. Najgorsze jest to że planowanie różnych rzeczy po prostu sprawia mi radochę, ale coraz częściej zauważam że jak coś nie idzie po mojej myśli, nawet jakiś drobiazg to dość szybko się frustruję. Wszystko musi być takie idealne. Nie ma miejsca na pomyłki. Czy to jest dobre? Dzisiaj stwierdzam że … absolutnie nie!

Problem mojego Barmana dotyczy z kolei takiej ogólnej wygody. Wygodniej jest mu w pewnych sytuacjach „płynąć z prądem” czy też „iść za tłumem” mimo że dla niego czy też dla nas nie jest to korzystne. Nie potrafi powiedzieć „nie” twardo i ostatecznie. Paradoksalnie do mojego ” kołka” to z kolei „brak kręgosłupa” :P. Cudowna z nas para. ;) Ogólna wygoda rozszerz się też na takie zwykłe aspekty życia codziennego,. Po prostu zamiast coś zrobić, wygodniej jest posiedzieć i poczekać aż ktoś inny zrobi to za Ciebie. Tak mnie to frustruje że czasami kurwiki w moich oczach mogą zabić tu i teraz!.

I tak sobie żyjemy razem. Ja planująca wszystko w przód i mój Barman totalnie wyluzowany człowiek.

Jednak mój poziom frustracji znowu się niebezpiecznie podnosi, czyli … prawdopodobnie będzie foch! ;P

Opublikowano Bez kategorii | Skomentuj

Marazm.

Jestem aktualnie w takim punkcie swojego życia z którego już nie jestem zadowolona. Trzeba ruszyć dalej, ale … z jakiegoś powodu odkładam ten moment na później.
Wróciłam ostatnio do jednej z książek autora którego bardzo cenię – J.L. Wiśniewski „Los powtórzony”. Wiedziałam że w jednej z jego książek odnajdę motywację do zmian lub chociaż jakąś wskazówkę. I tak też się stało.
Mówiąc w dużym skrócie główny bohater w pewnym momencie zauważył że jego życie jest jedną wielką rutyną. I postanowił to zmienić , z dnia na dzień. Inny sposób ubierania się, przełamanie rutyny codzienności posiłków, przyzwyczajeń. I aby nie zapomnieć o przełomowej nocy w której postanowił odmienić swoje życie na przedramieniu, trudnym do usunięcia markerem napisał „1″. Pierwszy dzień jego nowego życia. Jedna cyfra, która miała mu przypominać że warto. To takie proste…
Dzisiaj ja zrobię tak samo. Nie jutro – do jutra mogę zmienić zdanie. Już za długo odkładałam tą chwilę. To będzie dzisiaj właśnie teraz!
To nie tak że jestem teraz nieszczęśliwa w swoim życiu. Bardziej chodzi o to że się zatrzymałam w miejscu, w wygodnym, leniwym i poukładanym życiu i … mimo wszystkich cudowności robi się czasami tak zwyczajnie.
Co chcę zmienić?
- regularnie chodzić na basen + aerobik z Anią,
- więcej czasu poświęcić na naukę angielskiego,     niderlandzkiego i niemieckiego,

Jestem aktualnie w takim punkcie swojego życia z którego już nie jestem zadowolona. Trzeba ruszyć dalej, ale … z jakiegoś powodu odkładam ten moment na później.

Wróciłam ostatnio do jednej z książek autora którego bardzo cenię – J.L. Wiśniewski „Los powtórzony”. Wiedziałam że w jednej z jego książek odnajdę motywację do zmian lub chociaż jakąś wskazówkę. I tak też się stało. Mówiąc w dużym skrócie główny bohater w pewnym momencie zauważył że jego życie jest jedną wielką rutyną. I postanowił to zmienić , z dnia na dzień. Inny sposób ubierania się, przełamanie rutyny codzienności posiłków, przyzwyczajeń. I aby nie zapomnieć o przełomowej nocy w której postanowił odmienić swoje życie na przedramieniu, trudnym do usunięcia markerem napisał „1″. Pierwszy dzień jego nowego życia. Jedna cyfra, która miała mu przypominać że warto. To takie proste…Dzisiaj ja zrobię tak samo. Nie jutro – do jutra mogę zmienić zdanie. Już za długo odkładałam tą chwilę. To będzie dzisiaj właśnie teraz!

To nie tak że jestem teraz nieszczęśliwa w swoim życiu. Bardziej chodzi o to że się zatrzymałam w miejscu, w wygodnym, leniwym i poukładanym życiu i … mimo wszystkich cudowności robi się czasami tak zwyczajnie.

Co chcę zmienić?

  • regularnie chodzić na basen + aerobik z Anią,
  • więcej czasu poświęcić na naukę angielskiego, niderlandzkiego i niemieckiego,
  • mniej spać, lepiej wykorzystywać swój wolny czas,
  • mniej czasu marnować oglądając seriale, tv, nieistotne filmy,
  • wrócić do pogłębiania „tajników medycyny”,
  • znaleźć w końcu szpital w którym zrobię staż,
  • i najważniejsze po prostu częściej się uśmiechać.

Tak więc …  zaczynam.

Jestem bardzo podekscytowana. :)

Opublikowano Bez kategorii | Skomentuj